Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Marzeniem Angeliki jest wyjazd na turnus rehabilitacyjny

Urodziłam się niepełnosprawna, od tego dnia minęło już 37 wiosen. Na świat przyszłam z niechcianym bonusem, przepukliną oponowo-rdzeniową. Jak w sercu każdych rodziców dziecka niepełnosprawnego, tak i w sercach moich początkowo gościł jedynie lęk. Dopiero z czasem jego miejsce zaczęła zastępować nadzieja, że uda mi się przeżyć życie tak, jak będę tego chciała. Od początku poruszałam się na wózku inwalidzkim. Darem było dla mnie to, że choć na chwilę mogłam stać na własnych nogach. Nie chodziłam, ale mogłam chociaż samodzielnie sięgnąć po coś z szafki…

Niestety, dorastanie okazało się być dla mnie równią pochyłą, w dół. Stopniowo traciłam władzę nad nogami, niedowład postępował, przykurcze się zwiększały. Dzisiaj nie jestem w stanie stanąć samodzielnie ani na chwilę. Wraz z wiekiem mój stan zdrowia pogarszały inne pojawiające się dolegliwości, pęcherz neurogenny i mój największy przeciwnik: zakrzepica. Czuję się jakbym chodziła z tykającą w żyłach bombą, która, gdy będzie miała taki kaprys, każe mi stanąć twarz w twarz ze śmiercią i zawalczyć o życie. Zakrzepica w moim przypadku stanowi zagrożenie życia – jest dość mocno zaawansowana, a ja całe dnie spędzam w pozycji siedzącej.

13 lat temu miałam nadzieję, że los się odwrócił. Poznałam mężczyznę, który miał być moją opoką, oparciem, tą brakującą połówką, na którą czeka się całe życie. Radziliśmy sobie, on uczył się życia z moją chorobą, a ja uczyłam się, że nie jestem już sama. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, lęk i radość naprzemiennie mieszały się ze sobą. Mimo obietnic, że będzie ze mną, że wspólnie będziemy wychowywać naszego syna i DAMY RADĘ, zostałam sama. Mój partner nie zdał najważniejszego egzaminu w życiu, oblał egzamin z dorosłości. Dzisiaj Brajan ma 10 lat, w opiece nad nim pomagają mi rodzice. Nie wyobrażam sobie, jak radziłabym sobie bez z nich. Kiedy mam zły dzień, nie jestem w stanie pełnić roli mamy, to oni robią wszystko, by wypełniać tę rolę.

Mieszkamy w małej miejscowości, takiej, w której nic się nie dzieje i wszędzie jest daleko. Chcę być aktywna, chcę podjąć pracę, być mamą, córką i pracownikiem… Jednak mój stan zdrowia stawia przede mną kolejne bariery, które próbuję pokonać.

Moim marzeniem jest wyjazd na turnus rehabilitacyjny, który mam nadzieję choć trochę poprawi mój stan zdrowia. Niestety jego koszty są dla mnie zbyt wysokie. Dlatego też, proszę Państwa o pomoc.

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
110zł / 6 000zł
0%
Pomogło osób: 5
Zakończone
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Angelika Szyler
  • Opiekun: Martyna Piątkowska
  • Miasto:

Ostatnie wpłaty

Anonim
50zł
Anonim
10zł
Anonim
20zł
Anonim
10zł
Anonim
Wieżę że się uda
20zł