Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Pomóż mi w walce o samodzielność

Choruje na Mózgowe Porażenie Dziecięce
Zbieram na: turnus rehabilitacyjny.

Mam na imię Kasia, jednak dla wszystkich bliskich mi osób jestem Kają. – Ty też tak się do mnie zwracaj, proszę. Opowiem Ci historię mojego życia. Od pierwszego dnia moich narodzin ból i miłość kroczą ze mną ramię w ramię. Ramię w ramię przez całe życie kroczy ze mną również moja choroba – nie jest moim przeciwnikiem, nie walczę z nią, bo w walce zawsze jest jakiś przegrany. Mózgowe Porażenie Dziecięce to mój towarzysz.
W życiu nigdy nie byłam sama. Jeszcze gdy mama nosiła mnie pod swoim sercem, tuż obok mnie, po tej samej stronie mamusiowego brzucha, rosła moja siostra bliźniaczka – Maja. Bliskość, jaka wtedy nas łączyła, sprawiła, że rytmy bicia naszych serc się pokrywały i nikt, nawet nasza mama, nie wiedziała, że na świat przyjdą dwie istoty…
A postanowiły na świecie pojawić się przedwcześnie. W 29 tygodniu ciąży jako pierwsza na świat przyszła Maja, kilka minut później okazało się, że jeszcze ktoś przygotowuje się do tej podróży – to byłam ja. Moje narodziny nie były jednak tak łatwe, przebiegły z komplikacjami, ponieważ ułożona byłam pośladkowo. Kilka chwil po urodzeniu moje płuca nie podejmowały pracy. Jednak już wtedy wiadomo było, że jestem niezwykle silna i po chwili niepewności wzięłam ogromny łyk powietrza. Żyję.

Dorastałyśmy w domu pełnym miłości, wzajemnego szacunku i zaufania. W domu, w którym uczyłyśmy się, jak kochać i jak być kochanym. Jeszcze w dzieciństwie nasza mama zauważyła, że rozwijamy się wolniej niż rówieśnicy, co zapewne było wynikiem tego, że urodziłyśmy się przedwcześnie. Jednak gdy miałyśmy już prawie rok Mai udało się praktycznie dogonić rówieśników, a ja… choć próbowałam naśladować we wszystkim siostrę, pozostawałam w tyle ze swoimi osiągnięciami. Gdy Maja już siedziała samodzielnie, ja niepewnie utrzymywałam głowę, gdy ona precyzyjnie chwytała zabawki, ja niezdarnie próbowałam je namierzyć rączką.
Kilka miesięcy później moi rodzice dowiedzieli się, że choruję na powikłania po mózgowym porażeniu dziecięcym.
Ze względu na przewlekłe zapalenia płuc, które nie pozwalały mi zebrać sił i następowały po sobie niemal nieprzerwanie, rodzice nie mogli rozpocząć mojej rehabilitacji. Dopiero zmiana miejsca zamieszkania uwolniła moje płuca i wtedy rozpoczęłam ćwiczenia.
Maja zaczęła swoją przygodę ze szkołą, a ja z rehabilitacją. Przez cały okres swojej edukacji nauczana byłam indywidualnie, w domu. Udało mi się ukończyć szkołę, zdać maturę. Moja mama zawsze we mnie wierzyła. Choć zaczęłam mówić mając dopiero 4 lata, ona zawsze powtarzała, że ani przez chwilę nie wątpiła w to, że usłyszy, jak mówię do niej mamo…
Gdy miałam 12 lat zaczęłam się buntować. Inni w moim wieku przeżywali pierwsze wyjścia z koleżankami, pojawiały się pierwsze ,,miłostki”, a w moim życiu nic wtedy nie wydarzało się po raz pierwszy…
Choć miałam dopiero kilkanaście lat, wiedziałam, jak bardzo różni się moje życie od życia innych. Nie chciałam ćwiczyć, nie chciałam wychodzić z domu, nie chciałam jedynie „być”. Chciałam od życia czegoś więcej, a ono nic więcej nie było mi wstanie dać.
Po kilku latach moja mama, która cały czas starała się składać moje emocje w coś, bym była w stanie sobie z nimi poradzić, namówiła mnie na turnus w Ośrodku Rehabilitacji Zabajka.
To tam nauczyłam się chodzić o kulach, pokonywać przeszkody, to tam zrozumiałam, że JESTEM i MOGĘ. Spotkałam tam fantastycznych ludzi – takich jak ja: niepełnosprawnych, chorych, którzy do tej pory byli pewni, że to, co mają, jak żyją, to jedyny właściwy sposób. Ale to nie prawda, to jedyny ZNANY nam do tej pory sposób, ale nie właściwy. Jestem bardzo zamknięta w sobie, chyba nawet mogę powiedzieć, że boję się ludzi. Ale to miejsce okazało się dla mnie czymś w rodzaju drugiego domu. Miejscem, w którym nie muszę udawać, że jestem drugą, lepszą wersją samej siebie.
Na pierwszy turnus pojechałam z Mają. O relacji między bliźniętami kręcono nawet filmy, pokazując ją jako niezwykle bliską. I taka jest właśnie relacja między nami. To moja mama i siostra podnosiły mnie, gdy upadałam, wskazywały drogę, gdy ją gubiłam. Maja jest ze mną cały czas.
Niestety, moja mama odeszła od nas rok temu. Przegrała swoją bitwę z rakiem. Czy miłość umiera wraz ze śmiercią człowieka? Nie, wiem już, że nie. Bo dopóki pozostaje z nami pamięć o tej osobie, z tą całą nieopowiedzianą, nieopisaną słowami miłością, dopóty on jest cały czas z nami… Dziękuję, Mamo.
Mieszkam teraz sama z tatą. Staram się być samodzielna w domu, jednak moja choroba bardzo często staje mi na drodze. Kiedyś, gdy byłam dzieckiem, znacznie łatwiej było mi pozyskać fundusze na rehabilitację, dlatego na turnusy mogłam jeździć nawet kilka razy w roku. Obecnie jestem szczęśliwa, gdy uda mi się pojechać na turnus choć raz w roku.
Drodzy Darczyńcy, życie sprawiło, że musiałam bardzo szybko i, mimo choroby, stać się jak najbardziej samodzielna. Abym jak najdłużej mogła radzić sobie bez angażowania innych osób w proste codzienne czynności, potrzebuję ciągłej rehabilitacji i wyjazdów na turnusy rehabilitacyjne. Proszę, pomóżcie mi uzbierać na nie środki finansowe!

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
0zł / 7 000zł
0%
Pomogło osób: 0
Data zakończenia
2019-07-31
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Kaja Zajączkowska
  • Opiekun: Martyna Piątkowska
  • Miasto: Radom

Ostatnie wpłaty

Brak wpłat.