Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Odzyskać siebie

Ta historia to przykład tego, jak bardzo kruche i delikatne jest życie. Jak niczego nie możemy być pewni, bo fortuna bywa kapryśna i nieprzewidywalna. Sławek i Ania krótko przed wypadkiem wkroczyli na nową, wspólną drogę życia. Przysięgali sobie strzec danej im miłości, wytrwać w zdrowiu i chorobie. Nie zdawali sobie sprawy, jak szybko los postanowi wystawić na próbę ich przysięgę.

I żyli długo i…

Mieszkaliśmy wtedy w Niemczech. Miał być to czas spełniania marzeń, budowania fundamentów wspólnej przyszłości, początek wszystkiego. Kilka miesięcy wcześniej dowiedzieliśmy się, że Sławek choruje na cukrzycę. Był pod stałą opieką lekarzy, każdego dnia dbał o dietę, systematyczne pomiary cukru – uczył się żyć z tym podstępnym przeciwnikiem. Pewnego dnia poczuł się gorzej, jakby ktoś wyłączył zasilanie. Trafił do szpitala, gdzie pod opieką specjalistów uregulowano poziom cukru. Szybko wracał do zdrowia i mieliśmy nadzieję, że równie szybko wróci w pełni sił do domu. Miało być już dobrze.

Telefon nie odpowiada

Gdy telefon Sławka nie odpowiadał początkowo uspokajałam sama siebie, że może przebywa na badaniach. Każde kolejne połączenie, które pozostawało bez odpowiedzi, sprawiało, że narastał we mnie strach. Nie wiem, ile razy próbowałam się z nim skontaktować. Nie pamiętam drogi, którą dotarłam do szpitala. Jedyne co pamiętam to nadzieja i słowa, które powtarzałam w głowie jak mantrę: proszę, proszę, nie Sławek…

Szpitalny korytarz wydawał się być tunelem bez końca. Miałam wrażenie, że wszyscy, których mijałam, słyszą łomot mojego serca. Puste łóżko. W ten sposób dowiedziałam się, że nasz świat, który tak misternie układaliśmy, runął. Nieodwracalnie zburzono nasze życie.

Walka o życie musiała się odbyć od razu, bez czekania

Lekarz nie udzielił mi wtedy zbyt wielu informacji. Dzisiaj wiem, że najprawdopodobniej nie chciał tego zrobić. Dowiedziałam się jedynie, że zdarzył się wypadek. Sławek przewrócił się w łazience, a upadając uderzył głową o kafelki.  Został przewieziony na oddział intensywnej terapii do innej placówki. Tam przeprowadzono operację ratującą jego życie, podczas której usunięto powstałe podczas upadku krwiaki. Dwie godziny później okazało się, że potrzebny jest kolejny zabieg, druga próba ratowania życia, które okazało się tak kruche. Lekarze zmuszeni byli na skutek wzrostu ciśnienia śródczaszkowego, przeprowadzić trepanację czaszki. Musieli zrobić miejsce dla obrzękniętego mózgu i usunąć część kości po lewej stronie.  Po operacji scenariusze mogły być różne. Przy tak wielkim uszkodzeniu mózgu tak naprawdę czas pozwala zweryfikować, ile bezpowrotnie pacjent stracił, a ile można odzyskać.

Sen nie przyszedł tej ani następnej nocy

W nocy nie zmrużyliśmy oka. Sen nie przyszedł, choć wydawało nam się, że właśnie w nim tkwimy, najgorszym śnie naszego życia, z którego nie sposób było nam się obudzić.

Sławek przez miesiąc był w śpiączce. Spał, a dookoła toczyła się walka o jego życie.  Podłączony był do aparatury, która go odżywiała i oddychała za niego. Czuwaliśmy przy jego łóżku, czekając na jakiś przełom, na jakiś gest, który wskaże, że nas słyszy, że czuje naszą obecność. Ciężko jest mówić o tym, co wtedy czuliśmy, szczególnie jeśli jeszcze dzisiaj te wspomnienia ściskają gardło i odbierają nam słowa…

Miesiąc później Sławek został przewieziony do Kliniki Neurorehabilitacji Powypadkowej, gdzie przebywał do czerwca. Na skutek urazu doznał porażenia prawej strony ciała, ale wygrał to, co najistotniejsze: ŻYCIE.

Powrót po sprawność i to, co stracone

Nie zastanawialiśmy się długo nad powrotem do kraju, to była decyzja, która nie potrzebowała żadnych dodatkowych argumentów… To tutaj mieszka rodzina Sławka, która jest dla nas wsparciem, na której pomoc możemy liczyć o każdej porze dnia i nocy. Sławek porusza się na wózku. Nie, niesamodzielnie. Tylko wtedy, kiedy ktoś ten wózek pcha. Jest całkowicie zależny od obecności innych. Choć jest w pełni świadomy, nie mówi. Na skutek urazu doznał afazji mowy – rozumie słowa, lecz nie potrafi ich wypowiedzieć.  Od kiedy wróciliśmy do rodzinnego Złotowa nasze życie podporządkowane jest terapii Sławka. Choć jest to mozolna i długa praca, przynosi małe sukcesy. To one napędzają nasze działanie, to one sprawiają, że cały czas mamy nadzieję. Nie na odzyskanie pełni sprawności, lecz na to, że będzie lepiej.

Kiedy już opadły emocje, a nasze życie względnie zaczęło się stabilizować, dotarło do nas, jak bardzo się zmieniło. Jak bardzo różni się od tego sprzed wypadku. Pasją Sławka było wędkowanie, motoryzacja, jazda na motorze… Teraz, kiedy oglądamy wspólnie zdjęcia, każde z nas po cichu, głęboko w środku wie, że to coś, co zostało bezpowrotnie stracone. Jednak życie płynie dalej, nie zatrzyma się, nie poczeka na nas… Musimy iść dalej, niosąc ten ogromny bagaż. Razem, w zdrowiu i w chorobie.

Istnieje szansa, że Sławkowi uda się samodzielnie postawić choć kilka kroków. Teraz jednak jest to niemożliwe ze względu na przykurcz podkolanowy prawej nogi. Dzięki intensywnej rehabilitacji udało się go zmniejszyć, z prawie 180 do 20 stopni. Jednak napotkaliśmy kolejną barierę, której nie da się przeskoczyć fizjoterapią. Dlatego zdecydowaliśmy się na zabieg fibrotomii, który pomoże usunąć przykurcz. Zabieg ten wiąże się jednak z dużymi kosztami – to prawie 15 tys. złotych. Rehabilitacja generuje tak ogromne wydatki, że nie jesteśmy w stanie pokryć kosztu zabiegu samodzielnie. Dlatego też prosimy Państwa o wsparcie.

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
2 032zł / 15 000zł
0%
Pomogło osób: 30
Data zakończenia
2018-08-31
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Sławomir Duda
  • Opiekun: Martyna Piątkowska
  • Miasto: Złotów

Ostatnie wpłaty

Anonim
20zł
luk
50zł
MARTA
50zł
Anonim
...
50zł
Piter
30zł
X
Jesteś strasznie dzielny! Wiem ze umiesz walczyć, ze poradzisz sobie! Pozdrawiam, stara znajoma
50zł