Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Niepokój matki uratował życie córce

Zbieram na turnusy rehabilitacyjne.

Schorzenie : Mózgowe porażenie dziecięce.

Straciłam wcześnie rodziców. Odzyskałam sens życia, kiedy sama dałam życie. Ufam planom Boga, one zawsze dobrze się kończą. Ola, mój dar, siedzi właśnie obok mnie, a ja zastanawiam się, jaki ukryty sens, jakie drugie dno ma to, co wydarzyło się w naszym życiu 6 lat temu, bo w to, że ten sens ma, nie wątpiłam ani przed chwilę.

Ola

Wcześniak, 29 tydzień i 5 dzień. Ciąża od początku przebiegała problemowo: powracające krwawienia, zagrażające życiu, które rozwijało się w moim brzuchu były jakby wpisane już w okres oczekiwania. Każde z nich, mimo utraty dużej ilości krwi, kończyło się naszą wygraną i prawidłowym obrazem KTG. Niestety, krwawienia pojawiły się o jeden raz za dużo. Wraz z kolejnym Ola postanowiła pojawić się na świecie. Tym razem obraz KTG nie był tym co chciałam zobaczyć i lekarz zadecydował o wykonaniu cesarskiego cięcia. Tak poznałam Olę.

Moje 1600 gram, dwie małe rączki, wątłe nóżki – tak właśnie wygląda szczęście. Pomimo niskiej wagi urodzeniowej i zbyt wczesnych narodzin, Ola okazała się waleczną dziewczynką i jej stan zdrowia zadziwił samych lekarzy. Choć wiedzieliśmy, że o tym, jaka będzie przyszłość Oli, dowiemy się za jakiś czas, jej obecny stan rozbudził w nas nadzieję.

NIE KARMIĆ

Ola przebywała w inkubatorze, karmiona była przez sondę, a my mogliśmy jedynie czekać i być dumni, że walczy. Dużym zaskoczeniem dla wszystkich było to, że posiadała odruch ssania. Lekarze jednak dla bezpieczeństwa naszej córeczki zabronili karmić ją inaczej niż właśnie przez sondę. Na ściance inkubatora, w którym leżała, przykleiłam dużą, białą kartkę z napisem „NIE KARMIĆ”. Którejś nocy podczas pobytu w szpitalu nie mogłam spać. Moim sercem targał niepokój, czułam, jakby jakieś zagrożenie zbliżało się do mnie, nie wiedziałam jednak, jak wygląda i z której strony nadejdzie. Zegar wybił godzinę 1 w nocy – poczułam, że muszę zobaczyć Olę. Gdy weszłam na jej salę, ujrzałam ją całą zalaną w mleku, płaczącą, bezradną. To ja musiałam zawalczyć wtedy o jej życie, to ja musiałam użyć ssaka, by udrożnić jej drogi oddechowe. Na sali nie było pielęgniarki, która, wbrew zakazom, postanowiła w nocy nakarmić Olę butelką.

Kilka dni później zdiagnozowano zachłystowe zapalenie płuc,  nie wykluczano również, że inne powikłania, które pojawiły się w tym czasie, wynikają z nocnego incydentu. Usłyszałam wtedy, że mam pójść do córki i pożegnać się z nią. Jak? Jak miałam żegnać się z moim dzieckiem, które jeszcze nie rozpoczęło tak naprawdę życia? Rozpadłam się, znalazłam się na psychicznym dnie – stamtąd wszystko wygląda inaczej. Tam bezradność sprawia, że świat staje się czarno–biały, że szukamy odpowiedzi na pytania, szukamy sensu tego, co się stało, a czas i tak nieubłaganie brnie naprzód.

Od tamtych wydarzeń minęło 6 lat. Żyję na przekór temu, co wtedy usłyszałam. Powiedziano mi, że mam się poddać, że będę walczyć z wiatrakami, a Ola i tak będzie przypominać jedynie roślinę. Bez ruchu, bez mowy, bez zmysłów – będzie żyć, i to wszystko.

Ciężką pracą od 6 lat samodzielnie rehabilituję córeczkę. Kiedy w zeszłym roku odwiedziliśmy lekarza, który 6 lat temu przekreślił szansę Oli, największą nagrodą było zdziwienie, jakie zobaczyliśmy na jego twarzy. Ola mówi, czyta, pisze – jest zdrową intelektualnie dziewczynką, która właśnie uczy się stawiać swoje pierwsze kroki. Fakt, nie rozwija się prawidłowo, ale rozkwita każdego dnia – i tylko tutaj sprawdziła się diagnoza lekarska: jest rośliną, naszym pięknym, rozwijającym się kwiatem.

Systematyczna rehabilitacja i spotkania ze specjalistami przyniosły jednak pewne wątpliwości. Wielu z nich twierdzi, że stan zdrowia Oli nie pasuje to obrazu „dziecka z MPDz”. Być może diagnoza, z którą nauczyliśmy się żyć, okaże się niesłuszna, a wydarzenia, które miały w miejsce w szpitalu, jedynie niebezpiecznym zbiegiem zdarzeń?

Obecnie oczekujemy na badania genetyczne, nie ustajemy jednak w ciągłej rehabilitacji, która przynosi coraz większe rezultaty. Do tej pory radziliśmy sobie z jej kosztami samodzielnie, jednak obserwując postępy, jakie robi Ola, wiemy, że musimy jej zapewnić jeszcze więcej godzin terapii i w żadnym wypadku nie możemy jej przerwać. Marzymy o tym, by Ola mogła skorzystać z kolejnych turnusów w Zabajce 2 – miejscu, które spełnia nasze marzenie. Dlatego prosimy Państwa o wsparcie, by nasza Ola mogła w przyszłości jeszcze bardziej rozkwitnąć.

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
1 000zł / 15 000zł
0%
Pomogło osób: 15
Data zakończenia
2019-04-30
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Aleksandra Michalak
  • Opiekun: Martyna Piątkowska
  • Miasto: Kiekrz

Ostatnie wpłaty

Anonim
Powodzenia!!!
100zł
Anonim
10zł
Anonim
50zł
Anonim
Powodzenia
100zł
Anonim
Razem dacie radę!!!
100zł
Anonim
Szczęścia dziewczyny :)
100zł