Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Nadzieja to nie wszytko

Zbieram na rehabilitację.

Schorzenie : stan zapalny uszkadza rdzeń na odcinku szyjnym, przerywając komunikację między nerwami w rdzeniu a resztą ciała.

W życiu zawsze mamy na coś nadzieję: na udany urlop, na podwyżkę, na to, że wyrwiemy się z uścisku choroby. Czasami jednak nadzieja nie wystarcza. Nikt nie zna końca swojej historii, nikt nie wie, co wydarzy się w naszym życiu jutro czy za tydzień. Mamy nadzieję, że czas przyniesie rozwiązanie. Ja wiem jednak, że tym razem samą nadzieją nic nie zdziałam, muszę działać, muszę walczyć o zdrowie i życie mojej żony.

Dzień jak co dzień, głowę zaprzątają setki myśli: praca, dom, codzienne obowiązki. Zwyczajny dzień przerwany wydarzeniem, które wspominać będziemy już zawsze. Marlena, moja żona, była tego dnia „nieswoja”. Żaliła się na silny ból z tyłu głowy, dziwne pulsowanie – tak jakby w głowie odczuwała rytm, w jakim bije jej serce. Podała nam obiad – mi i naszym dwóm wspaniałym córkom. Sprawiała wrażenie zmęczonej, pozbawionej sił, z każdą chwilą uciekała z niej energia. Wiedzieliśmy, że musimy działać. Już w drodze do szpitala Marlena zaczęła mieć trudności z oddychaniem, a kilkaset metrów dalej poczuła, że jej nogi stają się bezwładne. Próbowała wykonać jakikolwiek ruch, nogi jednak nie drgnęły z miejsca. Na rękach wniosłem ją na oddział szpitalny.

Tam, jakby zupełnie bez powodu, straciła władzę nad swoim ciałem, przestała oddychać, przestała ruszać dłońmi. Jedyne na co stać było jej ciało to łzy płynące z oczu pełnych rozpaczy i strachu. Lekarze nie wiedzieli, jaka jest przyczyna jej stanu. Dwa dni później przewieziono ją do szpitala w Poznaniu. Po serii wykonanych badań postawiono diagnozę: stan zapalny uszkadza rdzeń na odcinku szyjnym, przerywając komunikację między nerwami w rdzeniu a resztą ciała. Marlena wymagała założenia respiratora, była również karmiona przez sondę, wprowadzoną przez jamy nosowe. Moja żona stała się całkowicie zależna od opieki innych, mojej i naszych córek. Teraz to one musiałby zaopiekować się swoją mamą – role zostały odwrócone.

Po ponad miesiącu wróciliśmy do domu. Budynek ten sam, ludzie całkowicie inni. Jeszcze w szpitalu wdrożono leczenie i rozpoczęta została rehabilitacja. Rokowania są pełne nadziei, nie wiemy jednak, czy są jakieś granice, poza które nie uda się nam dotrzeć. Marlena bardzo powoli odzyskuje władzę nad swoim ciałem, zaczęła poruszać lewą ręką oraz nogą, cały czas jednak oddycha dzięki respiratorowi.

Zapalenie rdzenia to niezwykle rzadka choroba. Lekarze powiedzieli, że zdarza się czterem osobom na milion. Może pojawić się z wielu powodów. Może być rezultatem choroby autoimmunologicznej, infekcji wirusowej, bakterii. Czasami pojawia się bez przyczyny…

Moja żona jest jak magnes – przyciąga dobrych ludzi. Tak było zawsze. Nasza rodzina pełna jest miłości, szacunku. Nie brakuje jednak chwil, w których wszystkim nam brak sił, szczególnie jeśli przyjdzie się nam zderzyć z poczuciem, że chcielibyśmy zapewnić ŻONIE i MATCE jak najlepszą rehabilitację, a zwyczajnie brak nam na to środków.

Wierzymy jednak, że to co dajemy innym, wraca do nas. W innym czasie, w innej formie, ale wraca. Ufamy, że dobro, które moja żona dawała innym, teraz do niej powróci i znajdą się ludzie, którzy postanowią nam pomóc. Którzy dadzą nam nadzieję.

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
6 878zł / 10 000zł
0%
Pomogło osób: 128
Data zakończenia
2018-12-31
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Marlena Politowska
  • Opiekun: Martyna Piątkowska
  • Miasto: Piła

Ostatnie wpłaty

Anonim
30zł
Anonim
20zł
Anonim
100zł
Barbara
50zł
Anonim
30zł
Anonim
600zł