Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Koniec i zarazem początek …

Zbieram na nowy wózek.

Schorzenie : Mózgowe porażenie dziecięce czterokończynowe , atetoza.

Dwa życia. Jedno kończy się tego samego dnia, gdy zaczyna się drugie. Paweł przyszedł na świat w dniu, w którym umarł jego ojciec. Ten dzień to koniec i zarazem początek dotychczasowego życia. Stałam się samotna, choć nie byłam już sama.

Jutra czasami nie ma

Zaledwie kilka godzin dzieliło odejście najważniejszej dla mnie osoby od pojawienia się małego człowieka, którego przecież mieliśmy kochać i wychowywać razem wraz z mężem… W tym dniu musiałam stoczyć dwukrotną walkę ze śmiercią. Pierwszą bitwę przegraliśmy. Mój mąż nie zdążył zobaczyć swojego nowonarodzonego syna, który tego dnia, kilka godzin później, również walczył o życie. Paweł urodził się o czasie, jednak podczas akcji porodowej, mimo wskazań do przeprowadzenia cesarskiego cięcia, lekarze podjęli decyzję, że mam rodzić siłami natury. Poród przeciągał się w nieskończoność, a oddech mojego syna stawał się coraz płytszy… Prosiłam, błagałam o pomoc… Nie chciałam stracić drugiej, najważniejszej osoby w moim życiu… Zaraz po narodzinach Pawła zabrano. Czekałam.

To tylko maszyny, ale takie, od których zależy wszystko

Na skutek przeciągającego się porodu doszło do ciężkiego niedotleniania. Serce Pawła się zatrzymało. Podjęto reanimację, która przywróciła mu oddech. Z porodówki Paweł trafił na OIOM, ja szalałam z rozpaczy, bo urodziłam dziecko, które nie umiało samodzielnie żyć. Ciszę przerywał dźwięk respiratora – to tylko maszyna, a od niej zależało życie mojego syna. Wiedziałam, że muszę być silna – dla Pawła, bo od pierwszych chwil życia stało się pewne, że będzie potrzebował mnie w każdym swoim dniu. Jednak myśl, że wrócę z niepełnosprawnym dzieckiem do domu, w którym nikt już na nas nie czeka, łamała mnie na setki drobnych części… Nie wiem, jak przetrwałam ten czas, nie wiem, skąd brałam siły na to, by wstać i żyć. Spędziliśmy z Pawłem w szpitalu ponad 2 miesiące. Każdy dzień był wielką niewiadomą – od momentu narodzin nie oddychał samodzielnie.

Jedno życie odchodzi, drugie się zaczyna

Nie mogłam pożegnać męża podczas pogrzebu, bowiem stan mojego zdrowia na to nie pozwolił. Pogrzeb odbył się tydzień po jego śmierci. 7 dni. 7 dni, które mnie zdeptały, zrównały z ziemią i nagle w jednej chwili… kazały z niej wstać. W czasie, gdy odbywał się pogrzeb mojego męża, a ja czuwałam przy łóżeczku Pawła, ten zaczął samodzielnie oddychać. Jego serce podjęło pracę.

Od tych wydarzeń minęło 26 lat. Dzisiaj Paweł to dorosły mężczyzna. Dorosły, niepełnosprawny mężczyzna. Na skutek niedotlenienia okołoporodowego doszło do powikłań. Paweł ma spastyczne czterokończynowe porażenie mózgowe, atetozę. Nie chodzi samodzielnie, jego jedyną możliwością, by wydostać się z czterech ścian, jest wózek inwalidzki. Jest sprawny intelektualnie, choć jego myśli uwięzione pozostają w jego głowie – Paweł nie potrafi mówić. Jest całkowicie zależny od drugiej osoby, chwilową wolność odzyskuje, gdy siada na wózku elektrycznym i samodzielnie może jechać przed siebie – wtedy wiem, że jest szczęśliwy.

Niestety wózek, który posiadamy, ze względu na stan techniczny zamiast dawać tę wolność, coraz częściej ją ogranicza. Ze względy na inne wydatki związane z leczeniem i rehabilitacją nie jesteśmy w stanie sami kupić nowy. Dlatego proszę Państwa o pomoc: pomóżmy Pawłowi kupić nowy wózek i ofiarować mu coś jeszcze cenniejszego – wolność.

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
320zł / 20 000zł
0%
Pomogło osób: 10
Data zakończenia
2019-04-30
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Wierzbicki Paweł
  • Opiekun: Martyna Piątkowska
  • Miasto: Łódź

Ostatnie wpłaty

B
50zł
Anonim
20zł
Anonim
50zł
Anonim
30zł
Pozdrawiam Cię Paweł :)
50zł
Anonim
30zł