Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Chcemy odzyskać dawną Olę

Wszystko wskazywało na to, że to będzie jeden z tych zwyczajnych dni, o których zapominamy, kiedy tylko się skończy. Ułamek sekundy starczył, by ciszę przerwał dziecięcy krzyk i odgłos upadającego na asfalt bezwładnego ciała Oli.

Ola, zwyczajna nastolatka o nadzwyczajnej potrzebie ruchu. Nie potrafiła usiedzieć w miejscu, cały czas musiała coś robić, ciekawa świata, pełna pasji i pomysłów na siebie. Uwielbiała grać w koszykówkę, kilka razy w tygodniu wraz z koleżanką chodziła na treningi. Tego dnia odbyła swój ostatni trening.

 

16 grudnia, zwykły zimowy wieczór. W domu Oli powoli zaczynały się przygotowania do zbliżających się świąt. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że cała rodzina spędzi je na szpitalnym oddziale, modląc się o życie dziewczynki. Ola wracała z treningu. Śpieszyła się, ponieważ wraz z mamą miały tego dnia wspólnie pójść do kościoła. Doskonale znała trasę, przecież wracała tą drogą za każdym razem. Zbliżając się do przejścia dla pieszych widziała, że mruga zielone światło. Wraz z koleżanką postanowiły, że przejdą przez jezdnię. Przecież zdążą, mają zielone światło. Potem były już tylko ostre światła zbliżającego się dostawczego samochodu. Koleżanka Oli przebiegła na drugą stronę przejścia dla pieszych, osłupiona Ola zamarła z przerażenia na środku jezdni.

Co było dalej, nie pamięta. Jej mózg nie pamięta kilku miesięcy życia, tak jakby nigdy się nie wydarzyły… Są one jednak w pamięci jej mamy. Każdego dnia, wyraźne, bolesne. Pani Agnieszka była tego dnia w pracy. Odbierając telefon nie miała pojęcia, że sprawi on, iż zacznie dzielić życie na etapy, przed wypadkiem córki i po wypadku. Gdy w słuchawce usłyszała głos męża, który poinformował ją o wypadku, miała nadzieję, że to nic wielkiego: kilka stłuczeń, może jakieś złamanie…

– Jeśli Ola z tego wyjdzie, przed Państwem długa i ciężka droga – te słowa rozbrzmiewają w mojej głowie do dzisiaj. Moja córka walczyła o życie, a ja? Bezczynna, przerażona, czułam, jak moje serca pęka na milion kawałków. A mogłam tylko czekać… Ola trafiła na oddział ratunkowy koszalińskiego szpitala z ciężkim urazem głowy. Uszkodzenie mózgu, stłuczenie pnia mózgu, stłuczenie mózgowia, złamanie podstawy czaszki – słuchałam, jak lekarz wymienia kolejne urazy, i modliłam się, by na końcu usłyszeć ,,ale żyje”.

Przez 8 dni Ola podtrzymywana była przy życiu. 8 dni, które dla rodziców trwały jak wieczność. Nadeszła Wigilia, tak bardzo inna od poprzednich. Tak trudna, pełna łez, smutku, oczekiwania. Nikt nie potrafił się cieszyć tym dniem, dla tej rodziny był to kolejny dzień czekania na cud… Pani Agnieszka wraz z drugą córką udały się na Pasterkę do szpitalnej kapliczki. To nie była zwykła msza, modliły się o życie Oli, by znalazła siły, wróciła do nich.. Ola wróciła. Może to magia wigilijnej nocy? – Nie wiem, ale moja córka po raz drugi w życiu złapała pierwszy samodzielny oddech. Z oczami pełnymi łez patrzyłam, jak powoli klatka piersiowa Oli unosi się i powoli opada samodzielnie. Jakby spała, spokojnym snem. Rodzice wiedzieli jednak, że od tego momentu zaczyna się prawdziwa walka o życie ich córki.

Kolejne miesiące ujawniały, jak silne okazały się uszkodzenia, których doznała Ola. Dziewczyna nie chodziła samodzielnie, nie potrafiła nawet powiedzieć słowa ,,mamo”. To był dla rodziny najtrudniejszy czas, ogromny sprawdzian. Po tygodniach pytań ,,dlaczego ja”, ,,dlaczego tak się stało” nadszedł czas, w którym Ola zaczęła udowadniać, że ma duszę wojowniczki.

Ola kilka miesięcy spędzała na oddzielnych szpitalach. Powoli ustępowały objawy, ciężka rehabilitacja zaczęła przynosić efekty. Obecnie Ola porusza się wyłącznie przy pomocy rodziców, ma duże trudności z mową oraz uwagą, pamięcią… W tym roku po raz pierwszy Ola miała możliwość skorzystania z rehabilitacji w Ośrodku Rehabilitacji Dzieci Zabajka 2 w Złotowie. Jest wyczerpana, ale szczęśliwa. Wie, że może tam dać z siebie wszystko i wierzy, że najlepsze dopiero się wydarzy.

– Wiem, że czasu już nie cofniemy, ale mamy szansę, by po części cofnąć skutki wypadku dla naszej córki. Mamy dużo szczęścia, Ola cały czas jest z nami. Nie chcemy już więcej bólu, łez – teraz przyszedł czas na lepsze. Naszym i Oli marzeniem jest, by móc korzystać z turnusów rehabilitacyjnych jak najczęściej. Dlatego prosimy Państwa o pomoc i wsparcie finansowe dla naszej córki.

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
50zł / 10.000 zł zł
0%
Pomogło osób: 1
Zakończone
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Aleksandra Głuska
  • Opiekun:
  • Miasto: Koszalin

Ostatnie wpłaty

Angelika
50zł