Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Chcę zatrzymać przy sobie mamę, jak najdłużej

Nie wiedziałam, co czuć, do dzisiaj nie wiem, jak poskładać słowa, jak oswoić emocje. Nie wiem, jak się zachować. Nikt nie uczy nas przecież, jak przeżyć śmierć najbliższych osób, jak nie okazać strachu, stojąc nad łóżkiem umierającej mamy, kiedy zaledwie rok temu przeżyło się śmierć taty…

Normalne życie zmieniło się w koszmar. Tatę straciłam latem 2016 roku, zmarł na raka. Wiedzieliśmy, że ten dzień musi nadejść, choć, jak mawiają, nadzieja umiera ostatnia. Kiedy wiedzieliśmy już, że nadchodzi czas, kiedy trzeba będzie się pożegnać, mieliśmy nadzieję, że nie będzie mu towarzyszył ból. Zawsze jest w sercu mały skrawek, wypełniony po brzegi nadzieją. Dzisiaj mój skrawek serca wypełnia wiara, że mamy jeszcze czas, że wspólnie z mamą dane nam będzie przewrócić kolejne kartki kalendarza.

Moja mama stała się wrakiem człowieka… Kiedyś dusza towarzystwa, zasypywała nas dobrym słowem, radą, którą miała na każdą chwilę zwątpienia. Dzisiaj jest bezsilna, bezradna, z jej ust wydobywają się jedynie dźwięki cierpienia. Kiedy byłam mała i sprzeciwiałam się radom, jakich mi udzielała, powiedziała kiedyś, że przyjdzie czas, kiedy mi tego zabraknie. Ten czas nadszedł, a wraz z nim żal do losu, do życia, że zabiera mi ją, każdego dnia wyrywa z rąk coraz bardziej.

Choroba okazała się mieć drastyczny przebieg, zabrała wszystko, co było do zabrania. Diagnoza była dla nas szokiem. Otępienie, choroba Alzhaimera, zmiany niedokrwienne – przecież to dotyka starszych osób, nie kobiety w pełni sił! Och, jak przekorny bywa los!

Mama, z osoby, która pięknie pisała, która poruszała się z gracją i była dla mnie wzorem delikatności, z dnia na dzień przestała się poruszać samodzielnie. Jej pismo zaczęło przypominać dziecięce bazgroły, a mowa stała się bełkotem pełnym strachu, oczy jakby schowane za mgłą patrzyły w naszą stronę, prosząc o ratunek.

Nie wiem, ile wykonano badań. Może dziesiątki, może setki. Wyjazdy na rehabilitację powstrzymywały na chwilę chorobę, jednak kolejny rezonans nie pozostawiał nam żadnych złudzeń: niedokrwienne zmiany w mózgu… Przy tym tempie rozwoju choroby nie spędzimy wspólnie więcej niż 12 miesięcy. Dano nam rok.

Choroba odebrała jej wszystko: chód, mowę, umiejętność samodzielnego jedzenia, ubierania się. Stała się roślinką, która potrzebuje ciągłej rehabilitacji, aby spowolnić tempo choroby. Dzięki rehabilitacji może siedzieć na wózku, choć przykurcze, jakie się pojawiają, mogą wkrótce uniemożliwić również to.

Żyjemy każdym rozpoczętym dniem, cieszymy się każdą chwilą spędzoną wspólnie i staramy się zapewnić jak najlepszą rehabilitację. Obecnie mama przebywa na oddziale długoterminowym. Moim celem jest zapewnienie jej rehabilitacji i pobytu w specjalistycznej jednostce, która pozwoli nam jak najdłużej cieszyć się jej obecnością.

Sama nie jestem w stanie udźwignąć tak dużych wydatków, które wiążą się z pobytem w tym miejscu, dlatego proszę o wsparcie Was. Chcę walczyć o każdy następny dzień, o każdą kolejną kartkę z kalendarza. Kiedy byłam mała, to ja potrzebowałam opieki mojej mamy, potrzebowałam jej słów ,,kocham Cię”. Dzisiaj to ona potrzebuje mnie, a ja chcę jedynie móc powiedzieć ,,kocham Cię, Mamo” jak najwięcej razy…

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
1 805zł / 5 000zł
0%
Pomogło osób: 38
Data zakończenia
2018-08-31
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Beata Propp - Russin
  • Opiekun: Martyna Piątkowska
  • Miasto: Złotów

Ostatnie wpłaty

Paulina
20zł
Anonim
Życzę wszystkiego dobrego i powrotu do zdrowia, pozdrawiam.
200zł
Ola
50zł
Wojtek
100zł
anonim
10zł
klaudia
:)
10zł