Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Nie chcę, by choroba zamknęła mnie w domu

Zbieram na nowy skuter.

Schorzenie : Stwardnienie rozsiane .

Miałam 48 lat, gdy usłyszałam diagnozę: stwardnienie rozsiane. Wtedy były to nic nie mówiące mi słowa. Dzisiaj wiem o tej chorobie prawie wszystko – za wyjątkiem tego, jak ją zatrzymać.

Wszystko zaczęło się w 2001 roku. Byłam wtedy szczęśliwą matką, żoną – dojrzałą kobietą, która osiągnęła pełnię dojrzałości, stabilizację i jedyne czego pragnęłam od życia to by ten stał trwał.

Moją idyllę od czasu do czasu przerywały chwile słabości, ale na każdą z nich znajdowało się usprawiedliwienie – przemęczenie, to ta pora roku, niskie czy wysokie ciśnienie – każde potrafiło stać się dla mnie wyjaśnieniem gorszego samopoczucia. Po kilku słabszych dniach pojawiały się te lepsze. Któregoś razu czekałam na ten lepszy czas, ale się nie pojawił. Zaczęłam utykać, mój chód stawał się nie skoordynowany. Pojawił się ból kręgosłupa, dziwne drętwienia kończyn. Szukałam pomocy u specjalistów, którzy mieli przywrócić mi sprawność. Niespełna rok później w Krakowie przeszłam zabieg operacyjny polegający na założeniu 4 implantów na odcinku szyjnym – taka była diagnoza: zwyrodnienie kręgosłupa szyjnego, wymagające interwencji neurochirurgicznej.

Po operacji czekała mnie rehabilitacja i obiecana poprawa stanu zdrowia. Mijały tygodnie, miesiące, ćwiczyłam, czekałam i… nic. Obiecana poprawa nie nadeszła. Konsultowałam swój przypadek u specjalistów – potwierdzili, że zabieg został wykonany prawidłowo. Moje ciało, któremu tak ufałam do tej pory, zaczęło mnie jednak zawodzić, odmawiać posłuszeństwa. Mój chód był coraz bardziej nie skoordynowany: chciałam zrobić jedno, a mięśnie robiły drugie… Zaczęliśmy szukać przyczyny mojego pogarszającego się stanu zdrowia, wierząc, że to nic innego jak źle przeprowadzony zabieg.

Rok później trafiłam do kliniki neurologii, w której ponownie wykonano wszystkie badania, rezonans, punkcję. Miałam nadzieję, że tak jak poprzednim razem lekarz wejdzie na salę i poinformuje mnie, że to zwyrodnienie kręgosłupa – choroba poważna, ale zabieg przyniesie poprawę. Niestety, tak się nie stało. Po wyrazie twarzy lekarza wiedziałam, że tym razem przeciwnik jest inny, silniejszy: SM. Dwie litery, które dzień po dniu zabierają mi życie, które sprawiły, że największą słabością stało się moje własne ciało.

Od diagnozy minęło 16 lat. Od tego czasu przeważają już gorsze dni. Moje ciało przestaje współpracować. Każdego dnia staram się uciec od przeznaczenia, walczę z nim, usilnie się rehabilitując i podejmując nowe formy leczenia. Mam 55 lat i nie chcę myśleć, że najlepsze jest już za mną. Wiem, że moja choroba postępuje. Czuję to każdego dnia, ale chcę i mam dla kogo żyć. Jestem pod stałą opieką lekarzy i oprócz systematycznej rehabilitacji przyjmuję też leki, które mają spowolnić chorobę. Poruszam się na wózku, jestem w stanie przejść zaledwie kilka kroków, trzymając się balkonika. Moim środkiem transportu od dawna nie są własne nogi lecz elektryczny skuter.

To moja jedyna możliwość kontaktu ze światem twarzą w twarz. Niestety, skuter odmówił posłuszeństwa i muszę zakupić nowy. Wydatki, jakie ponoszę w związku z leczeniem, nie pozwalają mi tak po prostu pójść do sklepu i wyjechać z niego na nowym skuterze, którego koszt to blisko 12 tys. zł. Dlatego proszę Państwa o pomoc w zakupie nowego skutera. Nie chcę, by choroba zamknęła mnie w domu…

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
21zł / 6 000zł
0%
Pomogło osób: 3
Data zakończenia
2019-04-30
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Rozalia Bartosz
  • Opiekun: Martyna Piątkowska
  • Miasto: Krzyszkowice

Ostatnie wpłaty

Anonim
10zł
zdrówka :)
1zł
Miła
Życzę Pani wytrwałości w walce z chorobą i aby zbiórka szybko zakończyła się sukcesem :)
10zł