Fundacja Złotowianka HELP
Zdjęcie 1

Będę walczyć, póki starczy sił

To co mnie spotkało wymusiło na mnie całkowite przewartościowanie życia. Musiałam zrezygnować ze swoich planów, z marzeń. Mam 22 lata, a doświadczyłam wszystkich barw życia, również tych, gdy nie widać już nic oprócz szarości…

Zanim zaproszę Cię w podróż po moim życiu, chcę Ci powiedzieć, czym ono dla mnie jest, czym dla mnie jest czas, cierpienie. Podziwiam ludzi, którzy potrafią się uśmiechać i bez lęku witać nowy dzień. Życie nauczyło mnie, by się bać, by nie być pewnym jutra.

Czas to chwila zawahania. To ciągły moment niepewności i uczucie zapomnienia. Czas to nowe miejsce, krzywe spojrzenie. To równi i równiejsi. To przespana noc i nieprzespana noc. Czas to ciągła walka z koszmarami i samym sobą. To ciągłe zmartwienie, permanentny stres, panika, strach i ból. Czas to moment słabości, bycie tylko człowiekiem i moment nieuwagi. Czas to nadzieja, brak motywacji i rezygnacja. To śniadanie, obiad i kolacja… śmiech, płacz i krzyk. To też miłość i nienawiść, podejmowanie dobrych i złych decyzji. To pomoc innym i pomoc samemu sobie. Czas to zwątpienie w innych, ale i w siebie. To brutalność i dołujące myśli. I brak sił na życie. Tak wygląda moje spojrzenie na świat.

Ostatnie miesiące były dla mnie szczególnie ciężkie. Kilkanaście tygodni spędziłam w szpitalach, a następnie wiele czasu poświęciłam na rehabilitację i próbę znalezienia przyczyny tego, co mnie niszczy.

Mój organizm nie jest w dobrej kondycji. Początek jest w podstawie – kręgosłupie. Masywna dyskopatia, zwyrodnienia i przepukliny, ostefity i wszystko na raz. Mimo operacji, którą przeszłam, dalej walczę z bólem uszkodzonych nerwów. Mając 22 lata dowiedziałam się, że stan mojego kręgosłupa przypomina kręgosłup osoby pracującej całe życie ciężko fizycznie. Fakt, że dopadła mnie w tak młodym wieku osteoporoza z zapaleniem stawów w tle, jest wystarczający bodźcem do tego, by szukać przyczyny ciągle słabnącego organizmu. Mając świadomość, że na przysadce mam guza, a przewodzenie w obu półkulach mózgu jest zaburzone, boję się, czy nagle coś się nie stanie. W moim życiu na stałe zagościł strach.

Kolejną przeszkodą są dla mnie zaburzenia gospodarki hormonalnej oraz nadczynność nadnerczy. Ciągle pogarszający się stan zdrowia, pozbawiając mnie ochoty do życia, zastąpił ją depresją, lękami, fobią i lawiną myśli: dlaczego, jak, gdzie?

Czego mogłam uniknąć? Gdzie to zatrzymałoby się, ile można było zaoszczędzić bólu? Dlaczego nikt nie potrafi odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: Jak to zatrzymać? Jak spowolnić tę machinę, dać mi jeszcze trochę nadziei?

Może gdyby jakiś lekarz w porę się zainteresował. Może gdyby ktoś zawczasu sprawdził możliwości. Może gdyby ktoś, zamiast leczyć ból, znalazł jego przyczyny. Nie wiem, ile stresów mnie jeszcze czeka, ile będę w stanie wytrzymać. Nie mogłam sobie pozwolić na leczenie prywatne, a podczas kilkominutowych wizyt nikt nie potrafi postawić diagnozy. Ale gdyby… gdyby ktoś zrobił coś kiedyś inaczej czy byłabym szczęśliwa? Czy spałabym spokojnie, bez budzących mnie koszmarów? Czy nie myliłabym snów z jawą? Czy nie bałabym się tak bardzo dnia, z myślą, że znów będę czuła ból i nocy, bo boję się tego, co zobaczę w snach.

Miałam 10 lat, gdy to się zaczęło. Mając 10 lat poczułam, jak to jest umierać. Poczułam, jak to jest dusić się, walczyć o oddech, czuć ten przeraźliwy ciężar na sercu. A potem tak potworny ból, trwający kilka długich godzin, powodujący utraty świadomości – mózg starał się to wymazać z pamięci. Gdy rano budziłam się, nie pamiętałam tego, co się działo, wiedziałam jednak jedno – kolejnego razu nie przeżyję. Ale przeżyłam. Walczyłam o oddech, bo chciałam żyć. Gdybym jednak wiedziała, co mnie czeka, powiedziałabym sobie: nie oddychaj.

Dziś wiem jedno – nie powinnam się godzić na leczenie lekami, przez które mam owrzodzony układ pokarmowy. Czasem prościej zamieść coś pod dywan, ponieważ czasem lepiej o czymś nie wiedzieć. Mnie to jednak na dobre nie wyszło. Przez wiele lat leczono skutki, nie znając przyczyny, nie chcąc jej znaleźć.

Zdarzyło mi się kiedyś, że bardzo źle się czułam i siedziałam na ławce, czekając na autobus. Byłam blada, było mi niedobrze i walczyłam resztkami sił o to, by nie zemdleć. Chciałam podnieść się z ławki, gdy podjechał autobus, jednak w momencie zmiany pozycji dysk ucisnął rdzeń, co spowodowało utratę czucia od pasa w dół. Na przystanku było kilka osób – jedni wchodzili, drudzy wychodzili z autobusu. Nikt jednak mi nie pomógł podnieść się z chodnika, traktując mnie jak alkoholika.

Od tego dnia zaczęłam bać się wychodzić z mieszkania. Budziłam się rano z takim strachem, że wymiotowałam. Bałam się, że coś się stanie, a mi nikt nie pomoże. Po jakimś czasie zgłosiłam się do lekarza, który pokierował mnie dalej. Nigdy bym nie pomyślała, że depresja może też mnie dotyczyć. Ja się nigdy jej nie poddam. Nawet nie wiem, kiedy przekroczyłam tę granicę. Jak bardzo się myliłam…

I tak moja batalia z lekarzami trwa do dziś. Nie tylko z nimi – głównie z samą sobą. Oczywiście, polecono mi lekarzy, którzy mogliby mi pomóc, jednak nie stać mnie na to, by się do nich dostać. Od lutego walczę również z problemami układu krwionośnego, co również wymaga wyjaśnienia – czeka mnie kilka badań, które nie są refundowane, a które mogą wyjaśnić przyczynę tego wszystkiego.

Dziś wiem jedno. Skoro nadal żyję i odzyskałam ochotę do życia, muszę to wykorzystać. Chcę poznać przyczynę tego, co mnie niszczy. Chcę iść spać z nadzieją, że wiem, co mi jest, że to niebawem minie, bo skoro będę wiedziała, co mi dolega, będę wiedziała, z czym i jak się zmierzyć. Chcę walczyć o sprawność mojego ciała i mojej psychiki. Każde z nich wymaga rehabilitacji, terapii, a tym samym Państwa pomocy.

Cel jest sprawdzony i wiarygodny
Potrzebne pieniądze
1 826zł / 15 000zł
0%
Pomogło osób: 67
Zakończone
Dane potrzebującego
  • Imię i nazwisko: Michalina Koral
  • Opiekun: Martyna Piątkowska
  • Miasto: Budzew

Ostatnie wpłaty

Xxx
20zł
Anonim
20zł
Anonim
20zł
anonim
10zł
Anonim
50zł
Anonim
20zł